MAGAZYN POMOST.  04/08/2026


rozmowe prowadzil: Serhiy Savchenko

Z Oleną Dodatko spotkaliśmy się po raz pierwszy na jednym z wernisaży w naszej galerii. Kiedy przedstawiła się jako rzeźbiarka, moja reakcja – lekkie zdziwienie zmieszane z fascynacją – była dla niej zapewne czymś zupełnie znajomym. Delikatna, drobnej budowy kobieta na pierwszy rzut oka zupełnie nie pasowała do wyobrażenia osoby, która pracuje z tak wymagającym i poważnym materiałem jak kamień, do tego w dużych formatach.
Później, gdy miałem szczęście bliżej poznać jej prace, mój artystyczny respekt tylko wzrósł. I po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że sztuka nie jest historią o sile fizycznej. To raczej opowieść o wrażliwości, wewnętrznej organizacji, wysokiej kulturze myślenia i równie wysokim wykształceniu.
Jest jeszcze jedna cecha właściwa prawdziwym artystom – umiejętność nieustannego rozwoju, niezależnie od okoliczności. Zdaniem moim Olena należy właśnie do takich osób: tworząc własną sztukę, wzbogaca środowisko kulturalne Trójmiasta; żyje, tworzy i uczy innych w naszym pięknym Gdańsku.
Właśnie o tym – o twórczości, jej metodach i wpływach, a także po prostu o życiu – rozmawiamy dziś z Oleną Dodatko.

Oleno, pracujesz głównie z kamieniem. Co takiego jest w tym materiale, czego nie znajdujesz w drewnie czy metalu? Co fascynuje Cię właśnie w tym, na pozór tak niepokornym i twardym tworzywie?

To jeden z najstarszych, najmocniejszych i najbardziej wytrzymałych materiałów na świecie. Wkładając w powstanie pracy tak wiele własnej energii, mam pewność, że będzie miała długie życie. Kamień jest dla mnie materiałem dość ciepłym – takim, którego chce się dotknąć, pogłaskać. Metal ma, moim zdaniem, zupełnie inną energię. Jest zimny, industrialny i w przeciwieństwie do kamienia nie tak trwały. Coraz częściej jednak pracuję także z tym tworzywem. Uczę się wyczuwać jego energię i odkrywać jego możliwości, bo ma wiele zalet. Drewno również jest ciepłe i przyjemne w dotyku, ale stawia własne wymagania co do przechowywania i późniejszej opieki nad pracami. To materiał, który nieustannie żyje – oddycha i pęka.

W Twoich pracach często wyczuwa się dialog między masą a pustką. Na ile przestrzeń jest takim samym materiałem jak sam kamień? Czy pustka i wypełnienie mogą stać się swoistymi przeciwieństwami, swego rodzaju vis-à-vis, czy jednak są spokrewnione znaczeniowo i nie stanowią względem siebie antagonistów?

W swojej twórczości stosuję zasadę, którą wprowadził nasz wybitny rzeźbiarz Ołeksandr Archipenko. To właśnie on zbadał, że pustka i przestrzeń między formami są równie ważne jak sama masa, wypełnienie rzeźby. Pustka pozwala lepiej podkreślić formę, nadaje jej lekkość i dodaje rzeźbie więcej powietrza. Co ciekawe, pozwala także optycznie powiększyć rzeźbę. W kamieniu to działa szczególnie dobrze: im więcej materiału odetniesz, tym bardziej forma zaczyna „pracować” i tym większa wydaje się wizualnie. Dlatego nie postrzegam pustki jako przeciwieństwa materii. Jedno nie istnieje bez drugiego. Właśnie ich wzajemne oddziaływanie buduje kompozycję i nadaje rzeźbie ostateczny charakter.

Patrząc na Twoje prace, od razu zauważa się, że przeważają w nich kompozycje abstrakcyjne. Czy ten wybór wynika z samego materiału, czy raczej z Twojej klarownej postawy artystycznej – ze sposobu, w jaki mówisz do widza?

Tak, w większości przypadków, choć nie zawsze. Ponieważ większość moich prac to rzeźby wielkoformatowe, uważam, że abstrakcja najlepiej łączy się ze współczesną architekturą. Dla mnie abstrakcyjna rzeźba bardziej przypomina aforyzm niż opowieść. Każdy odbiera ją przez pryzmat własnego doświadczenia i emocji. Wydaje mi się, że abstrakcja silniej działa na emocje niż na intelekt, choć oba te sposoby odbioru są równie ważne. Oczywiście to tylko moja subiektywna opinia. Być może dlatego, że tworząc prace, kieruję się przede wszystkim emocjami, a dopiero w trakcie pracy sama zaczynam rozumieć ich sens i uświadamiam sobie, co właściwie chcę powiedzieć.

W wielu pracach powtarza się motyw łączenia osobnych elementów. Co oznacza dla Ciebie to „połączenie” – konstrukcję, ludzkie relacje, czy coś innego?

Przede wszystkim jest dla mnie symbolem wsparcia, ludzkich więzi i wewnętrznego rdzenia, który pomaga nam zachować równowagę w naszej niełatwej współczesności. Wierzę, że każdemu człowiekowi potrzebny jest pewien punkt oparcia – taki, który daje siłę, by iść naprzód i nie tracić siebie nawet w najtrudniejszych chwilach. Właśnie o tym myślę w pracach „POINT”, „CONNECTION”, „POINT OF CONNECTION” czy „INTERLACEMENT” i innych. Dla mnie wewnętrzny rdzeń to to, co czyni człowieka odpornym. Może nim być rodzina, bliska osoba, przyjaciele, ulubiona praca, wiara albo cel, do którego zmierza się przez wiele lat. U każdego ten punkt oparcia jest inny, ale właśnie on pomaga nam pokonywać trudności, zachować wewnętrzną równowagę i nie tracić kontaktu z samym sobą.

Pracowałaś i tworzyłaś w różnych krajach świata. Czy Twój język artystyczny zmienia się w zależności od miejsca, kultury lub krajobrazu? I czy możesz wskazać kraj albo miejsce, które stało się dla Ciebie prawdziwym faworytem twórczości?

Tak, do pewnego stopnia mój język artystyczny zmienia się w zależności od kraju, kultury i miejsca, w którym rzeźba będzie żyła. Ponieważ pracuję nie tylko z abstrakcją, ale też z uogólnioną formą figuralną, każdy projekt wymaga indywidualnego podejścia. Na przykład dla krajów arabskich częściej wybieram formy abstrakcyjne, bo lepiej odpowiadają lokalnemu kontekstowi kulturowemu. W krajach europejskich mam większą swobodę wyboru języka plastycznego. Na decyzję wpływają także temat sympozjum, miejsce ustawienia rzeźby, materiał, skala pracy oraz czas przeznaczony na realizację. Dlatego przed rozpoczęciem pracy zawsze staram się wszystko dokładnie przemyśleć i zaplanować.
Trudno mi wskazać jeden ulubiony kraj twórczości. Każdy dał mi nowe doświadczenie, spotkania z ciekawymi ludźmi i możliwość nauczenia się czegoś nowego. Dziś najwięcej moich prac stoi na Fuerteventurze i w Ukrainie – dlatego te miejsca są dla mnie szczególne. Z ciepłem wspominam też Tajwan, Oman i Turcję. Każdy z tych krajów zostawił ślad w mojej pamięci i dał mi cenne doświadczenie.
Rzeźba monumentalna zawsze wchodzi zapewne w dialog z otoczeniem. Jak to widzisz? Jak zaczyna się ten dialog, jak go „uruchamiasz”, od czego zaczynają się i jak kończą Twoje interakcje z przestrzenią jako autorki dzieła? Czy w ogóle się kończą? Czy bywało, że materiał wręcz dyktował ostateczne rozwiązanie, zmuszając do porzucenia pierwotnego zamysłu? A może dzieje się to inaczej?
Tak, to prawda. Nie zawsze jednak mam możliwość zobaczyć miejsce ustawienia rzeźby jeszcze przed rozpoczęciem pracy nad szkicem. Zwykle ostateczną decyzję o lokalizacji prac podejmuje jury sympozjum, które wybiera projekty do konkretnej lokalizacji. Czasem dostaję zdjęcia miejsca przyszłego ustawienia – i to bardzo pomaga w pracy nad projektem. Bywa też, że mogę przyjechać na sympozjum wcześniej, zobaczyć przestrzeń i samodzielnie wybrać kamień. To również istotnie ułatwia pracę.
Oczywiście zdarzały się sytuacje, kiedy materiał zmuszał mnie do zmiany projektu. Na przykład proporcje bloku kamiennego znacznie różniły się od tych założonych w szkicu. Wówczas trzeba było skorygować kompozycję albo proporcje poszczególnych elementów, ale sama początkowa idea pracy pozostawała niezmienna. I co ciekawe – bardzo często ostateczny rezultat okazywał się nawet efektowniejszy niż pierwotny szkic.
Podczas pracy materiał niemal zawsze podpowiada własne rozwiązania. Czasem chce się zostawić część naturalnej faktury kamienia, czasem zmienić proporcje elementów, by lepiej odpowiadały formie bloku. Dlatego trzeba umieć rozmawiać z materiałem i go rozumieć. Zawsze z niecierpliwością czekam na narodziny każdej pracy w skali. Nawet mając gotowy model i jasne wyobrażenie rzeźby, wiem, że kamień – jego struktura, rozmiar i charakter – zawsze wnosi własne poprawki. Dlatego każda praca staje się wyjątkowa.

Studiowałaś zarówno w Kijowie, jak i we Lwowie. Jakie zasadnicze różnice tych szkół artystycznych najbardziej wpłynęły na Twoje ukształtowanie? I jeszcze – jak czujesz się w Polsce? Czy jest duża różnica między środowiskiem artystycznym Ukrainy a Polski? Jeśli tak, to na czym polega?

We Lwowie studiowałam na katedrze rzeźby monumentalno-dekoracyjnej, dlatego dużą wagę przykładano do relacji rzeźby z architekturą oraz przestrzenią miejską lub parkową. W Kijowie kształcenie było bardziej nastawione na myślenie plastyczne i swobodę poszukiwań twórczych, bez ograniczania się wyłącznie do plastyki monumentalnej czy sztalugowej.
Jednocześnie bardzo ważną rolę w moim kształtowaniu się jako rzeźbiarki odegrała Akademia Sztuk Pięknych w Gdańsku. Jeszcze podczas studiów we Lwowie i Kijowie, w latach 2010-2015, przyjeżdżałam tu na plenery studenckie i warsztaty odlewnicze. Właśnie tutaj odkryłam inne spojrzenie na współczesną plastykę i zrozumiałam, jak szerokie może być pojęcie „rzeźba”.
Kiedy rozpoczęła się pełnoskalowa wojna w Ukrainie, wśród wielu krajów, które otworzyły drzwi przed Ukraińcami, wybrałam Polskę nieprzypadkowo. To był kraj, który dość dobrze znałam, w którym czułam się komfortowo i w którym miałam kontakty zawodowe jeszcze przed wojną.
Jeśli chodzi o różnicę między środowiskiem artystycznym Ukrainy a Polski, trudno mi to skomentować czy uogólniać. W ostatnich latach dużo pracuję na międzynarodowych sympozjach, dlatego częściej spotykam artystów z różnych krajów, niż przebywam wewnątrz życia artystycznego jednego tylko kraju.

O ile wiem, Polska stała się dla Ciebie drugim domem. Jak czujesz się tu jako artystka? Czy Twoje prace budzą zainteresowanie polskiej publiczności? Jak odbierasz lokalne środowisko artystyczne? I czy czujesz się już częścią polskiego kontekstu artystycznego, czy raczej pozostajesz ukraińską artystką tworzącą w Polsce?

Tak, przez cztery lata wojny Gdańsk stał się moją przystanią i drugim domem. Oczywiście trochę żałuję, że z powodu braku własnej pracowni nie mogę na razie tak aktywnie uczestniczyć w wystawach, jak bym chciała. Zarazem ten okres dał mi możliwość zaczęcia przekazywania doświadczenia innym. Obecnie pracuję w Gdańskiej Szkole Artystycznej, gdzie prowadzę grupy z rzeźby i malarstwa. W najbliższych planach mam też rozwój nowych kierunków – ceramiki dźwiękowej oraz papierowej plastyki 3D.

Jeśli chodzi o zainteresowanie moją twórczością w Polsce, trudno mi to ocenić. Mogę jedynie powiedzieć, że moi polscy koledzy i uczniowie z ciekawością śledzą to, co robię.

Środowisko artystyczne Gdańska zajmuje szczególne miejsce w moim życiu zawodowym. Właśnie tu poznałam ludzi, którzy mieli znaczący wpływ na moje ukształtowanie się jako rzeźbiarki. Przede wszystkim Mariusza Białeckiego, Jana Szczypkę i Małgorzatę Wiśniewską – jestem im szczerze wdzięczna za wsparcie, naukę i doświadczenie.
Czy czuję się częścią polskiego kontekstu artystycznego? Trudno mi na to odpowiedzieć. Pozostaję ukraińską rzeźbiarką, ale już dość długo żyję i pracuję w Polsce. Właśnie tu mam teraz możliwość uczyć, realizować własne pomysły i dalej się rozwijać. Nie jest dla mnie aż tak ważne, jak mnie definiują ani do którego kontekstu artystycznego mnie przypisują. Najważniejsze jest to, by móc tworzyć nowe prace i dzielić się doświadczeniem. Jeśli moje rzeźby znajdują oddźwięk u widzów – niezależnie od tego, w jakim kraju żyją – właśnie to uważam za wartościowe.
Sympozja rzeźbiarskie to szczególny format pracy. Co dają Ci jako artystce: wyzwanie zawodowe, wymianę doświadczeń z kolegami, czy możliwość pracy z dużym kamieniem?
Dla mnie sympozja to przede wszystkim szkoła i możliwość realizowania się jako rzeźbiarka. Każde z nich jest wyzwaniem, bo terminy są dość krótkie, a kamień – duży, więc trzeba dobrze zaplanować każdy etap pracy. Oczywiście, jeśli jesteś kobietą, czujesz jeszcze większą presję i odpowiedzialność, by ukończyć pracę na czas i na odpowiednim poziomie. Po akademii właśnie sympozja stały się dla mnie jedyną możliwością pozostania w zawodzie i nauczenia się pracy z materiałem w dużej skali.

Czy czujesz, że pełnoskalowa wojna w Ukrainie wpłynęła na Twoje życie i twórczość? Różni artyści reagują różnie: jedni aktywnie i wyraziście artykułują ten temat, inni przeżywają wojnę, jakby wypierając ją ze swoich dzieł. Jak jest u Ciebie? Czy wpuściłaś wojnę do swojego kamienia?
Tak, wojna bardzo wpłynęła na moje życie i na moją twórczość. Choć w pracach poruszam przeważnie inne tematy – poznanie osobowości, psychologii, wzajemnych powiązań, równowagi i wsparcia – wielu widzów i tak dostrzega w nich echo wojny albo znajduje w formach pewne skojarzenia wojenne. Wojny nie da się wykreślić z życia, nawet jeśli mieszkasz w kraju, gdzie niebo jest spokojne. Na zawsze pozostaje częścią doświadczenia, dlatego świadomie lub podświadomie zawsze wpływa na twórczość.
Na przykład w pracy „MEMORY” ostre, cylindryczne formy przecinają miękkie ciało materii. Dla mnie to opowieść o tym, że najstraszniejsze wydarzenia pozostają w naszej pamięci jak odłamki wbite w ciało. Odłamek można wyjąć i z czasem ciało się zagoi, ale z pamięci już go nie wyciągniesz. Dlatego właśnie najstraszniejsze wydarzenia zostają z nami na zawsze.

Twoje prace pozostają w przestrzeni publicznej różnych krajów. Jak chciałabyś, żeby przemawiały do ludzi za sto i więcej lat? Czy wyobrażasz sobie swojego widza? I czy wyobrażasz go sobie także w czasach przyszłych?

Chciałabym, żeby moje prace budziły w widzu chęć podejścia bliżej, dotknięcia kamienia, poczucia jego energii – a także tej energii i tych odczuć, które włożyłam w rzeźbę. Oczywiście każdy będzie odbierał moje prace po swojemu. Z kimś zarezonują mocniej, z kimś słabiej. Ktoś przejdzie obok, niemal nie zwracając uwagi, a ktoś zatrzyma się na dłużej. To naturalne – jesteśmy różni i każdego z nas poruszają inne rzeczy. Tak, wyobrażam sobie swojego widza także w przyszłości. Moje prace najpewniej zostaną dłużej niż ja. I ciekawi mnie, co poczuje człowiek, który zatrzyma się przy jednej z nich trochę dłużej.
Zapewne często Cię o to pytają, ale i ja się odważę. Na pierwszy rzut oka wydajesz się niezwykle delikatną i subtelną w swojej cielesnej konstrukcji kobietą. Trudno uwierzyć, że pracujesz z tak trudnym materiałem, do tego w monumentalnej skali. Jak to możliwe? Przecież praca rzeźbiarza ma być przede wszystkim bardzo ciężka fizycznie – przynajmniej taki istnieje stereotyp. Jak stało się, że wybrałaś właśnie drogę rzeźbiarki? I dlaczego Twoim głównym materiałem stał się właśnie kamień?
Tak, to pytanie słyszę jeszcze od czasów studiów na akademii. Wówczas mocno odradzano mi rzeźbę, tłumacząc, że ze względu na możliwości fizyczne nie dam rady zostać rzeźbiarką. Uwierzyłam w siebie i rozpoczęłam studia z konserwacji rzeźby. Ale już w ciągu pierwszego roku zrozumiałam, że to zupełnie nie moja droga, i po drugim roku zdecydowałam się spróbować – wstąpiłam na pierwszy rok rzeźby we Lwowie. Może to też wpłynęło na wybór materiału – choćby po to, by trochę rozwiać stereotyp.
Ale naprawdę kamień jest dla mnie niezwykłym tworzywem. Może być bardzo różny -i to ja decyduję, jaki będzie w ostatecznym efekcie: miękki i przyjemny w dotyku albo ostry i szorstki. Chcę, żeby moje prace zachęcały widza, by podszedł bliżej, dotknął kamienia, pogłaskał go albo nawet objął. Właśnie w tym dla mnie tkwi magia rzeźby.
W dzieciństwie rzeźba wydawała mi się czymś niezwykłym. Nie mogłam zrozumieć, jak z tak twardego materiału stworzyć coś żywego. Dopiero teraz rozumiem, że to przede wszystkim doświadczenie, technika, wiele godzin pracy i rozumienie materiału. Wówczas siła fizyczna przestaje wydawać się najważniejsza.

Gdańsk, lipiec 2026