Magazyn Pomost 11 czerwca 2026
Tam, gdzie dźwięk staje się opowieścią. Rozmowa Janem Elfem Czerwińskim

rozmowe prowadzil: Serhiy Savchenko
Z Janem Czerwińskim poznaliśmy się ponad 6 lat temu, właściwie na samym początku otwarcia naszej galerii. Było dla mnie swoistym odkryciem spotkanie z energią i czystą pasją, które emanują z jego muzyki. Niezwykle wrażliwy i szlachetny w każdym geście, a jednocześnie mocny w swoich przekonaniach. Jeden z moich bliskich przyjaciół, po wysłuchaniu koncertu Jana, powiedział kiedyś: „Muzyka zdrowej osobowości”. I trudno o trafniejsze określenie.
To, że przestrzeń naszej galerii stopniowo przekształciła się w swoisty kameralny punkt startowy dla młodych talentów muzycznych, jest w dużej mierze zasługą właśnie społecznikowskiej i oddanej natury Jana. Przez kilka lat Jan Elf był kuratorem jednego z naszych projektów „Usłyszeć obraz, zobaczyć dźwięk”. Był to projekt, który najlepiej odzwierciedlał jego twórcze poszukiwania w przestrzeni kameralnej sztuki i wsparcia dla młodych talentów muzycznych. Miałem ogromne szczęście być kuratorem tego projektu razem z nim. To jedna z najciekawszych inicjatyw muzycznych, jakie miałem okazję obserwować z bliska.
Występy Jana w naszej przestrzeni, zarówno solowe, jak i realizowane wspólnie z jego przyjaciółmi i współpracownikami, zawsze gromadziły pełne, kameralne sale. Dzięki Janowi poznaliśmy wielu wspaniałych muzyków nie tylko z Trójmiasta, ale także z innych krajów. Zawsze otwarcie i serdecznie dzieli się kontaktami do swoich przyjaciół i artystycznego środowiska.
Dzisiejsza rozmowa jest czymś, co warto było zarejestrować już dawno temu, bo twórczość Jana Elfa Czerwińskiego zdecydowanie na to zasługuje.
Czy muzyka była Twoją pasją od dzieciństwa, czy może ciągnęło Cię także do innych sztuk – na przykład rysunku lub innych form twórczości, które mogły konkurować z Twoim wyborem?
Hmm… Chyba szybko zorientowałem się, że wszelkie sztuki wizualne nie są moją mocną stroną. Co prawda istnieje gdzieś na dnie mojej szuflady zeszyt z różnymi mazami skręcającymi głównie w stronę street artu, ale nie jest to nic, czym chciałbym się chwalić. Najbardziej jestem zadowolony z pomysłu na własne logo, przy którego wdrożeniu bardzo pomógł mi serdeczny kolega Grzegorz Stanley – przykład osoby niezwykle interdyscyplinarnie uzdolnionej i wykształconej. Ja trzymałem się tego, co wychodzi mi najlepiej, czyli tworzenia muzyki, i bardzo cenię kontakt z artystami innych dyscyplin, szczególnie odwiedzając galerię Savchenko.
Jaką cechę najbardziej cenisz w człowieku? A jaka cecha, Twoim zdaniem, jest najważniejsza dla artysty?
Nie płacą nam za normalność. Myślę, że artysta powinien być przede wszystkim twórczy i pomysłowy – stwarzać i proponować nowe rzeczy. Trochę jak inżynier, ale działający na innej płaszczyźnie. Lubię artystów skupiających się na technice i warsztacie, poszukujących nowych jakości w tym, co robią. To pozwala nam odkrywać kierunki, których jeszcze nie było.
W ludziach ogólnie cenię empatię, skromność i zrozumienie. Sam, będąc indywidualistą, staram się szanować przestrzeń i życie drugiego człowieka i myślę, że wyszłoby nam na dobre, gdyby więcej osób było w stanie wejść w skórę bliskiego. Tym niemniej to dość pasywny styl życia, a świat – jak wiemy – jest bardzo różnorodny i czasem może wyjść na dobre, jeśli ktoś jest na przykład wścibski, ale w dobrej intencji. Przyjmuję mozaikę ludzkości taką, jaka jest, unikając jej pęknięć.
Jak myślisz, czy droga artysty to droga mnicha? Czy artysta powinien całkowicie koncentrować się na swojej sztuce, czy – jak wszyscy – szukać równowagi? Jak to wygląda u Ciebie i czy trudno jest utrzymać taki balans?
Ilu ludzi, tyle dróg. Różne rzeczy nas napędzają i różne metody doprowadzają nas do rezultatów. Będąc teraz na etapie wydawania pierwszego albumu, obserwuję, jak bardzo wynikał on z mojego życia – jest zbiorem historii z lat, które najmocniej mnie ukształtowały.
Przez wiele lat próbowałem skupiać się wyłącznie na tworzeniu i niespecjalnie się to u mnie sprawdzało. Osobiście wybieram chyba drogę inspirowania się innymi dziedzinami życia i wierzę, że można wiele zaczerpnąć z życia rodzinnego, sportu, pracy czy podróży. Lubię złapać inspirację, coś poczuć, a potem zaszyć się w kącie i zawrzeć swoją refleksję w dopracowanej pracy, na którą potrzebuję dużo czasu i skupienia.
Jak odnosisz się do technologii w muzyce? Czy uważasz je raczej za przyjazne człowiekowi niż wrogie, mimo że wiele osób się ich obawia lub podchodzi do nich z nieufnością?
Ironiczne jest to, że będąc specem od gry na loop station – czyli ewidentnie metodzie tworzenia bazującej na sprzęcie – nie czuję się dobrze, grzebiąc się w świecie oprogramowania. Źle pracuje mi się z komputerem i wolę skupiać się na pomysłach powstających na żywo oraz muzyce tworzonej tu i teraz. Moment programowania muzyki jest dla mnie momentem dużego tarcia i oporu, który może spowolnić albo zatrzymać proces.
W idealnych warunkach chciałbym mieć inteligentnego asystenta, który rozwiązywałby techniczne aspekty za mnie, pozwalając mi skupić się wyłącznie na samym materiale. Niestety jest to złożone zagadnienie, również dlatego, że produkcja muzyczna także jest procesem twórczym. Wybory podejmowane na etapie kreowania brzmienia przy użyciu wtyczek, kompresji, equalizacji i doboru dźwięków wpływają na ostateczny rezultat pracy. Nie chciałbym, żeby ktoś mnie w tym procesie zastąpił.
Z ciekawością obserwuję i testuję nowe rzeczy, starając się jak najwięcej czasu poświęcać samej idei utworu, którą – mam nadzieję – uda się wypuścić w świat w jak najczystszej formie.
Świat jest dziś pełen niepokoju – tuż obok Polski od prawie pięciu lat trwa wojna w Ukrainie, a w innych częściach świata toczą się kolejne konflikty. Czy odczuwasz te nastroje we współczesnej muzyce? I czy wpuszczasz świat zewnętrzny do swojej twórczości?
Bardzo bliska mi jest Ukraina i smuci mnie cierpienie, którego jesteśmy dziś świadkami – zarówno na świecie, jak i tuż za naszą granicą. Mój osobisty przekaz w utworach ma naturę bardziej uniwersalną, mniej dosłowną, i do tej pory nie odnosiłem się w nich do konkretnych wydarzeń ze świata, ale nie oznacza to, że ich nie dostrzegam i że na mnie nie wpływają. Chciałbym, żeby moja muzyka mogła nieść nadzieję i ukojenie.
Co czujesz, kiedy uczysz ludzi na warsztatach? Czym jest dla Ciebie działalność pedagogiczna lub prowadzenie warsztatów? Uchyl proszę choć trochę rąbka tajemnicy – jak wyglądają Twoje warsztaty?
Każda okazja, żeby dzielić się tym, co jest dla mnie ważne i cenne, ma dla mnie ogromne znaczenie, ponieważ mogę dalej nieść w świat nauki moich mistrzów. Sam zostałem obdarowany tyloma rzeczami, że chciałbym jakoś odwzajemnić tę szczodrość.
Na moich warsztatach tworzę z uczestników chór beatboxowy, otwierając ich na eksplorację dźwięków, ale też pokazując im, jak mogą wykorzystać to, co już mają. Podstawy beatboxu, nucenie, tworzenie przestrzeni dźwiękowych – tego wszystkiego doświadczamy razem i każdy z osobna. Staram się podejść do każdego tak indywidualnie, jak tylko mogę.
Wiem o Twoim udziale w projektach teatralnych. Jak doświadczenie teatru wpływa na Twoją muzykę i występy?
Teatr jest bardzo pojemnym medium i uwielbiam się w niego zagłębiać, stwarzać coś nowego i nieoczywistego. Odkąd zacząłem pracować przy produkcjach teatralnych osiem lat temu, stał się on dla mnie furtką do realizowania muzycznych idei, które nie zawsze pasują na estradę.
Tym niemniej inspiracja teatrem na moich koncertach zdecydowanie istnieje – występując, za każdym razem staram się tworzyć mini spektakl na scenie, pamiętając o scenografii, ruchu i pewnej powadze sceny.
Beatbox często postrzegany jest jako coś intuicyjnego i „ulicznego”, a Ty pracujesz z bardzo złożonymi strukturami muzycznymi. Jak łączysz te dwa światy?
Wywodzę się z beatboxu, ale często zastanawiam się, czy ten świat obejmuje mnie swoimi ramami. Chciałbym móc je poszerzać, bo beatbox jako idea i miejsce spotkania wielu ludzi – rodziny beatboxowej – jest bardzo cenną szansą dla tych, którzy może jeszcze nie znaleźli swojej drogi.
Lubię w beatboxie to, że mając niski próg wejścia, jest bardzo otwarty dla wszystkich, zwłaszcza ludzi, którzy może nie mieli łatwego startu w życiu. Nie potrzeba wiele, żeby zacząć, ale możliwości rozwoju są nieskończone i sami dopiero odkrywamy, czym beatbox może być.
Ja korzystam ze swoich inspiracji i muzycznych przemyśleń, niepodpartych żadną oficjalną edukacją, i staram się wydobyć z siebie to, co najciekawsze. Podobnie dzieje się na całym świecie. Twórcy beatboxowi jeszcze nieraz zaskoczą świat.
Gdyby opisać Twój dźwięk lub styl jako osobny świat – co jest w nim najważniejsze: rytm, opowieść, emocja czy coś innego?
Ciekawe pytanie! Myślę, że wszystko po trochu. Od strony technicznej na pewno skupiam się bardziej na rytmie i perkusjonaliach, ale lubię też wyśpiewać to, co dla mnie ważne. Tworząc, kieruję się emocją i chcę dzielić się tym, co czuję. Staram się, żeby w dźwięku zawarta była jakaś prawda i żebym był maksymalnie szczery podczas występów.
Opowiedz coś więcej o swoich najbliższych warsztatach!
Moje ostatnie warsztaty odbyły się 2 czerwca w Savchenko Gallery w ramach projektu EDUKULTURA , dofinansowanego ze środków Miasta Gdańska. Było to niezwykle inspirujące spotkanie, pełne kreatywnej energii, otwartości i wspólnego odkrywania możliwości, jakie daje praca z dźwiękiem. Przestrzeń spotkania, wymiany doświadczeń i twórczego rozwoju. Dziękuję wszystkim uczestnikom za obecność, energię i zaufanie. To było jedno z tych wydarzeń, które na długo pozostają w pamięci i przypominają, jak wiele radości może dawać wspólne tworzenie.
Natomiast 12 czerwca będzie dla mnie bardzo ważnym dniem – wypuszczam swój pierwszy album! Długo wyczekiwany EP „Senbazuru” zadebiutuje na festiwalu Fląder w Gdańsku i jestem bardzo podekscytowany tą okazją.
W tym sezonie będzie można mnie też spotkać z płytami na wielu różnych wydarzeniach. Warto wspomnieć przede wszystkim o Polish Beatbox Battle, które będę miał okazję po raz kolejny sędziować.
Serdecznie zapraszam!

